MINISTROWIE

Naprawdę jest dobrze

20140718_m_omilanowska_3

Polska dokonała niebywałego przełomu. Oto nagle, w ciągu kilku lat, nadrobiliśmy kilkudziesięcioletnie zaległości. Z ministrą kultury Małgorzatą Omilanowską rozmawia Mike Urbaniak.

Pani ministro czy pani minister?
– Jak pan sobie życzy.

A jak pani sobie życzy?
– Odpowiadają mi obydwie formy. Myślę, że za jakieś dziesięć lat żeńskie końcówki będą powszechne, ale na razie bywają problematyczne.

Temat płci wrócił przy zmianie rządu. Kobiety u władzy wnoszą nową jakość?
– Z badań wiemy, że kobiety i mężczyźni wychowywani są inaczej, przez co inaczej reagują na podobne sytuacje, a co za tym idzie zespoły, w których jest pewna równowaga płci pracują lepiej, niż grupy całkowicie męskie. Dlatego cieszy mnie, że w rządzie jest tyle kobiet na czele z panią premier.

Trzeba nieustannie promować kobiety w polityce?
– W tej chwili w Polsce jeszcze tak, ale mam nadzieję, że szybko osiągniemy poziom pozwalający na rezygnację ze sztucznych zabiegów, jakimi są parytety. Póki co potrzebujemy ich, bo ciągle mamy do czynienia ze społeczeństwem myślącym w kategoriach męskiego zarządzania światem. Mężczyznom naprawdę nie stanie się krzywda, jeśli dopuszczą kobiety do stanowisk.

A w polskiej kulturze rządzą kobiety czy mężczyźni?
– Chyba coraz bardziej kobiety, które w ostatnich latach wygrały sporo konkursów na dyrektorów instytucji. Kobiety bez wątpienia rządzą sztuką współczesną. Dwa największe muzea narodowe (w Warszawie i Krakowie) są w rękach kobiet, podobnie jak cztery najważniejsze muzea zajmujące się sztuką współczesną: krakowski MOCAK oraz warszawskie Zachęta, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Centrum Sztuki Współczesnej.

Za to faceci dzierżą władzę w polskim teatrze. Ciekawe dlaczego?
– Myślę, że najlepiej wyjaśniłaby to profesor Małgorzata Fuszara.

Wybory parlamentarne za pasem. Ma pani poczucie bycia chwilową ministrą?
– Nigdy nie myślę w kategoriach tymczasowości w pracy, którą wykonuję. Staram się, podobnie jak inni ministrowie, zaplanować najbliższy rok, bo trzeba w tym czasie doprowadzić do finału wiele działań rozpoczętych jeszcze przez mojego poprzednika. Ale równie dużo czasu poświęcam na planowanie rzeczy, które będą potrzebne i skuteczne przez następne kilka albo kilkanaście lat. Wydaje mi się, że tylko w ten sposób można zarządzać. Nawet przy założeniu, że ktoś inny za chwilę przejmie pałeczkę.

Środowisko artystyczne przyjęło pani nominację entuzjastycznie. Prasa pisała, że Małgorzata Omilanowska to strzał w dziesiątkę, najlepsza z możliwych kandydatur.
– Bardzo się cieszę i trochę się boję. Jestem przekonana, że potem może być tylko gorzej, bo minister kultury nie może podejmować decyzji podobających się wszystkim. Czeka mnie wiele spraw wymagających zajęcia stanowiska być może sprzecznego z tym, co uważają ci, którzy się dzisiaj z mojej nominacji cieszą. I ja się z tym liczę.

Wszędzie też podkreślano pani wielkie kompetencje do kierowania resortem, czego nie można powiedzieć o wielu ministrach rządu Ewy Kopacz.
– Rząd pani premier Ewy Kopacz jest kompetentny i wierzę, że będzie skuteczny. Ministrami w tym rządzie zostali ludzie z kwalifikacjami do pełnienia funkcji, które im powierzono. A jeśli chodzi o mnie, to myślę, że moja merytoryczność jest bardziej podkreślana przez fakt, że jestem apolityczna. Wszyscy wiedzą, że trafiłam do rządu dlatego, że od kilkudziesięciu lat zajmuję się kulturą, a nie dlatego, że jestem w jakimś układzie politycznym. I to jest pewnego rodzaju komfort, ale też wada, gdzieś się traci i gdzieś zyskuje.

Ale czy można być ministrem apolitycznym?
– Można być w znaczeniu niepartyjnym. Politykę uprawia się zawsze, przy wszystkich decyzjach podejmowanych w moim gabinecie trzeba myśleć o ich politycznych konsekwencjach.

Co konkretnie chciałby pani zrobić do przyszłorocznych wyborów?
– Na pewno skończyć to, co zaczął mój poprzednik Bogdan Zdrojewski. To dotyczy przede wszystkim inwestycji i domknięcia kilku działań programowych. Druga szalenie ważna sprawa to przygotowanie się do jak najlepszego wydatkowania środków z następnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Przed nami jest sformułowanie warunków konkursowych: co w ogóle będzie finansowane, na jakich zasadach i co jest prymarnym zadaniem na kolejne lata. Nowe rzeczy, które ustaliłam z panią premier, to działania wynikające z dialogu społecznego, zarówno ze środowiskami twórczymi, jak i odbiorcami.

Chcę w przyszłym roku zainaugurować duży ministerialny projekt „Kultura dostępna”, który będzie skierowany do ludzi z grup narażonych na wykluczenie. To bardzo poważny problem polskiej kultury i trudny do rozwiązania, bo wymagający sporych nakładów finansowych. Chcę też znowelizować Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa, który został odpalony na początku tego roku i wymaga poszerzenia. Dzięki dobrej współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej obejmiemy tym programem także biblioteki szkolne i pedagogiczne. I wreszcie, mam zamiar wdrożyć projekt ułatwiający dostęp i podnoszący jakość oferty muzeów historycznych w całej Polsce.

Korzysta pani z mody na historię?
– Oczywiście, bo historia stała się niezwykle żywym tematem. Każda gazeta ma dodatki historyczne, które sprzedają się rewelacyjnie. Nagle okazało się, że historia nie jest nudna. W Polsce mamy wiele muzeów historycznych, które mają różny poziom. Dlatego chcę stworzyć dla nich program wsparcia finansowego i logistycznego. Pomożemy im się także zsieciować tak, by powstała kompleksowa oferta dla wielu grup społecznych. Chciałabym też, by w ofercie były lekcje muzealne nieodpłatne dla dzieci ze wsi i miasteczek.

Wielkim wsparciem w sferze edukacji kulturalnej są nieustannie rozbudowywane filmoteka i muzykoteka koordynowane przez Narodowy Instytut Audiowizualny, rozkręcimy także pinakotekę. Mamy też w końcu wspaniałą infrastrukturę, bo nowoczesne instytucje kultury zbudowane w ostatnich latach mają znakomite przestrzenie edukacyjne.

Inwestycji jest rzeczywiście sporo. W ostatnim czasie otworzyła pani Europejskie Centrum Solidarności i Teatr Szekspirowski w Gdańsku oraz nową siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Za tydzień zostanie otwarta wystawa stała w nowiutkim Muzeum Historii Żydów Polskich. Przed nami kolejne otwarcia. Czy te wszystkie wypasione gmachy będą miały fundusze na działalność? Katastrofalna sytuacja zbudowanej za setki milionów złotych Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku nie napawa optymizmem.
– Opera Podlaska ma zagwarantowane pieniądze na działalność. Poziom finansowania tej instytucji, który nam się udało osiągnąć z marszałkiem województwa podlaskiego, jest na tyle wysoki, że spokojnie pozwala na zapewnienie ciekawej oferty.

Zwolniony niedawno dyrektor twierdzi coś zgoła innego.
– Pewnie między innymi dlatego już nie jest dyrektorem.

Mówił nieprawdę?
– Trzeba zawsze pamiętać, że dyrektor nie ma nieograniczonych możliwości. Jeżeli prowadzi działalność instytucji w taki sposób, że ustawia sobie poprzeczkę finansową według własnego wyobrażenia i nie zwraca uwagi na to, co zostało ustalone i jaki jest poziom wydatków, to zawsze będzie kłopot.

Ale same władze województwa przyznały, że nie bardzo je stać na operę i błagały o dodatkowe wsparcie finansowe zarówno ministra kultury jaki i prezydenta Białegostoku.
– Trudno mi to oceniać, bo nie byłam uczestnikiem tych negocjacji. Wiem natomiast, że finansowanie Opery Podlaskiej jest na poziomie porównywalnym do tego, jaki mają opery w Poznaniu czy Bydgoszczy. Powtarzam, powodem rozstania z dyrektorem było to, że bez zgody władz województwa podlaskiego zaciągnął kredyt i zadłużył instytucję do poziomu niepozwalającego na pracę. 

Nie widzi pani takiego zagrożenia w przypadku kolejnych nowych instytucji?
– Być może nie będziemy w stanie spełnić wszystkich marzeń dyrektorów, ale na pewno każda nowopowstała instytucja kultury będzie mogła, w granicach rozsądku, prowadzić swoją statutową działalność.

Tylko w weekendy, bo na więcej nie pozwoli budżet. Szefowie teatrów mówią, że tego właśnie oczekuje od nich władza, bo jak teatr nie gra, to nie generuje kosztów.
– Każde wpuszczenie kilkuset osób na widownię i kilku czy – jak w przypadku filharmonii – kilkudziesięciu na scenę generuje straty. Dlatego niezbędny jest mecenat oparty na środkach publicznych, bez dotacji nie da się zbilansować rachunku. Gdyby budżet państwa pozwalał mi na zwiększenie budżetów instytucjom dwukrotnie, to bym to chętnie zrobiła, ale nie pozwala. I tak jest we wszystkich krajach. Polska nie jest wyjątkiem.

Skoro budżet nie pozwala na pełne działanie istniejących instytucji, to po co budujemy nowe?
– Pozwala, ale zawsze można zrobić więcej. A nowe instytucje są po to, by na przykład młodzież z Wejherowa także miała dostęp do kultury. Zbudowanie tam niewielkiej filharmonii zmienia to diametralnie. Pan mówi o tych wielkich inwestycjach, ale proszę pamiętać, że gros środków przeznaczyliśmy na inwestycje w miastach średniej wielkości, gdzie powstały na przykład niewielkie – bo liczące dwieście, trzysta miejsc – sale koncertowe przy szkołach muzycznych, które służą na co dzień lokalnej społeczności.

Polska dokonała niebywałego przełomu. Nigdy coś podobnego nie zdarzyło się w naszej historii. Oto nagle, w ciągu kilku lat, nadrobiliśmy kilkudziesięcioletnie zaległości. Daliśmy ludziom dostęp do kultury w ich regionie. Powstała nowoczesna infrastruktura: filharmonie, muzea, teatry i sale koncertowe. Myśmy naprawdę zmienili jakość dostępu do kultury. Nie tylko w Katowicach czy Warszawie, ale także w Siedlcach czy Koszalinie.

Warszawa – od lat pozbawiona polityki kulturalnej – wypada na tle innych miast fatalnie. Muzeum Sztuki Nowoczesnej jak nie było, tak nie ma. Nowego Teatru nie ma. Nowej siedziby TR Warszawa nie ma. Nowoczesnej siedziby dla Sinfonii Varsovii nie ma. Wszystkie te nowoczesne budynki miały powstać już dawno.
– I powstaną. Trzeba było najpierw pokonać przeszkody, które stały na drodze tych inwestycji. Miasto rozwiązało już problem gruntu pod Muzeum Sztuki Nowoczesnej i TR oraz znalazło mechanizm finansowania budowy tej instytucji. MSN i siedziba TR powstanie w najbliższej przyszłości. Nowy Teatr ma już podpisaną umowę na inwestycję i zaraz ruszają koparki. Pierwszą premierę w nowej siedzibie zobaczymy jesienią przyszłego roku. Remont zabytkowej siedziby Sinfonii Varsovii będzie możliwy ze środków europejskich w następnej perspektywie unijnej, a sprawa nowej sali koncertowej, niestety dość kosztowej, to już kwestia priorytetów w polityce miejskiej.

Co będzie na kulturalnej liście infrastrukturalnych priorytetów w nowej unijnej perspektywie budżetowej?
– Modernizacja i – jeśli będzie taka potrzeba – rozbudowa już istniejących instytucji. Chcemy skierować strumień pieniędzy na remonty i adaptacje na potrzeby kulturalne budynków zabytkowych.

Jak ma zamiar pani minister zwiększyć dostęp do kultury?
– Dwutorowo. Pierwszy tor to digitalizacja. Kulturę można cyfryzować i udostępniać za darmo i legalnie w sieci. Zajmuje się tym Narodowy Instytut Audiowizualny i chcemy te działania zintensyfikować. Każdego dnia pojawiają się w sieci nowe nagrania koncertów i spektakli teatralnych. Zaczynamy też negocjacje z ponad setką autorów, od których chcemy odkupić prawa do ich książek, po to, by móc je udostępnić nieodpłatnie czytelnikom. Książki nieobjęte prawami udostępnia już Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona.

Drugi tor to próba obniżenia ceny dostępu do kultury na żywo, szczególnie dla grup wykluczonych, na przykład osób starszych. Ostatnio w Krakowie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego zaproszono seniorów nieodpłatnie na próbę generalną spektaklu. To znakomity pomysł. Będziemy zachęcać do tego inne sceny i namawiać do przystąpienia do Karty Dużej Rodziny. A w przyszłym roku, z okazji 250-lecia teatru publicznego w Polsce, jednego dnia wszystkie teatry będą sprzedawały bilety po 250 groszy. Tych pomysłów jest dużo więcej, proszę poczekać na ogłoszenie programu.

Co z artystami? Nieustannie i bezskutecznie walczą oni o poprawienie swojej nienajlepszej sytuacji materialnej. To często ludzie pozbawieni ubezpieczenia zdrowotnego i jakiejkolwiek emerytury w przyszłości.
– Myślę, że artyści powinni pukać też do innych drzwi, bo system ubezpieczeń społecznych jest w gestii ministra pracy i polityki społecznej.

Ale pani może zapukać z nimi.
– Ależ pukałam i nawet mi otworzono. Problem jest jednak bardzo skomplikowany. Oczekiwania są jasne, ale stworzenie narzędzi do ich spełniania już nie bardzo.

W innych krajach europejskich jakoś się udało tę sprawę rozwiązać.
– Ale my mamy taki system ubezpieczeń społecznych, który nie pozwala na proste skopiowanie rozwiązań niemieckich czy francuskich – to po pierwsze. A po drugie, trudno jest zdefiniować grupę docelową, którą należy objąć tym rozwiązaniem, bo kto jest artystą? Jaka jest definicja? Kto o tym decyduje? Mimo wielu komplikacji wspieram artystów w wypracowania skutecznego modelu i jestem dobrej myśli.

Według wszelkich zestawień w kulturze zarabia się najgorzej. Ma pani jakiś pomysł na zmianę tej sytuacji?
– Realizujemy podwyżki dla nauczycieli szkół artystycznych czy archiwistów. Sugeruję panu jednak rozmowę z panem ministrem finansów, który zamroził fundusz płac w instytucjach finansowanych ze środków publicznych.

Nie może pani wpłynąć na pana ministra, żeby zmienił zdanie?
– Jeśli mnie pan w tym wesprze.

Premier Kopacz już wie, którym resortem pani kieruje? Podczas prezentacji rządu pomyliła panią z szefową resortu nauki.
– Proszę się nie martwić, wie i wiedziała. Zdaję sobie sprawę, że takie tłumaczenia brzmią zawsze niewiarygodnie, ale moje rozmowy z panią premier utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest dobrze zorientowana w sprawach kultury.

Rzeczywiście brzmi to niewiarygodnie.
– Zapewniam pana, że premier Ewa Kopacz ma bardzo dobrą znajomość rozmaitych zjawisk kultury i wiedzy o niej. Proszę tu nie mieć żadnych wątpliwości, zresztą poznałyśmy się w teatrze.

Pani poprzednik, minister Zdrojewski, mówił, że jest strażakiem i musi gasić nieustannie jakieś pożary w kulturze. Pani też będzie biegała z sikawką?
– Nie planuję, choć sikawkę miałam w rękach, owszem, kiedy brałam udział w projekcie Mirosława Bałki realizowanym w Krynkach. Bardzo dużo jeżdżę po Polsce także po to, by mieć dobre rozeznanie, jak się wszędzie sprawy mają, by móc też interweniować. W ciągu ostatnich miesięcy udało mi się zapobiec paru pożarom i jestem z tego bardzo zadowolona. Po prostu wierzę w negocjacje.

Instytucjami kultury powinni kierować menadżerowie czy artyści?
– Nie ma jednej odpowiedzi, trzeba to rozpatrywać jednostkowo. Są tacy artyści, którzy mają zdolności menadżerskie, ale są też tacy, którzy ich nie posiadają. Wtedy dobrym rozwiązaniem jest rozdzielenie funkcji artystycznych od zarządczych. Taki model działa z powodzeniem choćby w Nowym Teatrze w Warszawie czy w Filharmonii Narodowej. A tak poza wszystkim wydaje mi się, że nie ma żadnego powodu, dla którego artyści mieliby się zajmować rachunkami za zakupy papieru toaletowego albo naprawianie rynien. Lepiej, żeby w tym czasie przeczytali książkę, obejrzeli spektakl w innym teatrze albo poszli na koncert, który ich zainspiruje do kolejnych działań.

Czy wschodnia Polska jest dyskryminowana w dystrybucji środków na kulturę?
– Po pierwsze linia demarkacyjna w postaci rzeki Wisły w kierowanym przeze mnie resorcie w ogóle nie istnieje, a po wtóre nie ma żadnej dyskryminacji. Byłam ostatnio w Rzeszowie, w Lublinie i w Białymstoku na wielu wspaniałych wydarzeniach odbywających się w ramach dofinansowanego przez ministerstwo projektu Wschód Kultury i miałam poczucie, że jestem w sercu Polski. I nie tylko w  największych ośrodkach, ale także w tych mniejszych. Zaimponowały mi na przykład Siedlce, gdzie wyremontowano znakomicie bibliotekę, w dziewiętnastowiecznej resursie jest dzisiaj sala koncertowa, jest nowiusieńki dom kultury, zmodernizowano kinoteatr i teatr. Naprawdę życzę takich osiągnięć każdemu miastu na zachodzie.

Dobrze, że odwołano Rok Polski w Rosji?
– Wszystko, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze. Władze rosyjskie są gotowe wykorzystywać do celów  wewnątrzkrajowej polityki każdy ruch wykonany przez podmioty zewnętrzne. Nie chcę wikłać polskiej kultury, zwłaszcza naszych narodowych instytucji, w  propagandę Kremla. Ale to nie znaczy, że jestem wrogiem projektów polsko-rosyjskich, wręcz przeciwnie. Jednak preferowałabym tu współpracę z niezależnymi organizacjami pozarządowymi.

Ile będzie pieniędzy na kulturę w przyszłym roku?
– Będzie nieźle.

A ile to jest nieźle w złotówkach?
– Nie chce wybiegać przed szereg, lecz wygląda na to, że resort kultury otrzyma więcej niż w tym roku. Według planu 3 miliardy 245 milionów złotych. Wiem, że kochamy narzekać i że zawsze nam za mało, ale naprawdę jest dobrze.

_____

Prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska jest historyczką sztuki specjalizującą się w problemach architektury XIX i XX wieku, teorii sztuki oraz opieki nad zabytkami. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, studiowała także na Wydziale Architektury Uniwersytetu Technicznego w Berlinie. Doktoryzowała się na UW, a habilitowała w Instytucie Sztuki PAN. W 2013 roku otrzymała tytuł naukowy profesora. Była stypendystką kilkunastu europejskich instytucji naukowych, m.in. British Academy oraz Wissenschaftskolleg zu Berlin. Od 1985 roku jest pracownicą w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk, w latach 1999-2007 była jego wicedyrektorką, a ostatnio redaktorką naczelną „Słownika architektów polskich”. W latach 2008-2012 kierowała Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego. Od 2012 roku była wiceministrą kultury w resorcie kierowanym przez Bogdana Zdrojewskiego, by w czerwcu tego roku dostać nominację ministerialną w rządzie Donalda Tuska. We wrześniu objęła to samo stanowisko w rządzie Ewy Kopacz.

_____

Rozmowa ukazała się na portalu Gazeta.pl 18.10.2014 r.

_____

© Mike Urbaniak | Fot. MKiDN

Reklamy
Zwykły wpis