PODSUMOWANIE

Do zobaczenia w teatrze!

Z tym blogiem to była prawdziwa przygoda. Założony z potrzeby serca szybko stał się jednym z najbardziej opiniotwórczych i najpopularniejszych internetowych adresów teatralnych. Czytali go wszyscy – wiem o tym dobrze: zarówno zagorzali fani, jak i zatwardziali wrogowie. Fani kochali blog za lekkość, humor, złośliwość i potoczysty język. Wrogowie dokładnie za to samo go nienawidzili. Szybko zostałem posługującym się żałosnym językiem (to Krystyna Janda) i lansującym się (to Grażyna Kania) poprecenzentem (to cała reszta), który sam sobie stworzył własne medium, by móc pisać, co mu się podoba. Wielka frajda.

Cel był jeden: pisać o teatrze dla jak najszerszego grona i udowodnić tym, którzy do teatru nie chodzą, bo kojarzy im się ze śmiertelną nudą, że są w totalnym błędzie. Chciałem, żeby ludzie po lekturze pana od kultury gnali natychmiast do teatru. I kiedy pierwszy raz liczba osób odwiedzających miesięcznie bloga przekroczyła 100 tysięcy, pomyślałem, że może pomysł zadziałał.

Testowałem tu różne formy pisaniny: recenzje, felietony, komentarze, ale najważniejszą część mojego urobku stanowią rozmowy z ludźmi teatru. Nie jestem w stanie zliczyć ich wszystkich i bardzo jestem z nich dumny: zarówno z tych z największymi tuzami, jak i z tych z pierwszakami. Mam też poczucie, że przepytałem na wylot niemal całe moje pokolenie, czyli twórców urodzonych na przełomie lat 70./80. Wyszłoby z tego kilka tomów. Jestem wszystkim rozmówcom bardzo wdzięczny, wspólnie budowaliśmy siłę tego bloga.

Trzeba jednak wiedzieć kiedy ze sceny zejść i to jest właśnie ten moment. Dziękuję Wam, Drodzy Czytelnicy i Drogie Czytelniczki, za wspólną przygodę. To jest mój ostatni wpis. Do zobaczenia w teatrze!

 

 

 

 

 

 

Reklamy
Zwykły wpis