PORTRET

Poza tańcem nie ma świata

Nie tylko obsesyjnie chroni prywatność, ale nawet nie wpuszcza kamer na próby. To, że Ohad Naharin, wielki rewolucjonista współczesnego tańca, zgodził się na film dokumentalny o sobie, to cud.

„Nudzisz mnie!” krzyczy Ohad Naharin do swojego tancerza podczas jednego z występów. „Nuuuudziiiisz!”. W takich warunkach praca nie jest łatwa, ale nikt nie obiecywał, że będzie inaczej. Jeden z najsłynniejszych choreografów świata nigdy nie znał litości. Ani dla siebie, ani dla innych. Jedni nazywali go tyranem, inni wizjonerem, jeszcze inni wizjonerskim tyranem. Być może tylko takie osobowości są w stanie wejść na sam szczyt. Wszedł nań na pewno on.

Wojna i pokój
Urodził się w 1952 roku w kibucu Mizra na północy Izraela, w połowie drogi między arabskim, muzułmańsko-chrześcijańskim Nazaret, gdzie dzieciństwo spędził Jezus, a Afulą w żyznej Dolinie Jezereel w Dolnej Galilei. Mizra znaczy po hebrajsku „wysiew” i węzłowato opisuje to, czym w kibucu się zajmowano. Ohad, jak każdy mały kibucnik, był wychowywany w komunie, głównie z innymi dziećmi. Razem się bawili, razem jedli, razem się uczyli i razem spali. Jego ojciec zanim został psychologiem trudnił się aktorstwem i zdarzyło mu się zagrać nawet na deskach Habimy, narodowego teatru Izraela. Matka była choreografką i instruktorką pracującą według tak zwanej metody Feldenkraisa, stworzonej przez Mosze Pinkasa Feldenkraisa – emigranta z Imperium Rosyjskiego, który już jako izraelski lekarz propagował wzmacnianie samoświadomości poprzez ruch. Sztuka i ruch były więc obecne w życiu Ohada od małego. On sam jeszcze o tym nie wiedząc, nieustannie tańczył, nie potrafił dłużej usiedzieć w jednym miejscu. Potwierdzają to rodzinne nagrania, na których Naharin wykonuje nieustannie w domu i w ogrodzie karkołomne figury.

Drugim ważnym rozdziałem w jego życiu była służba wojskowa, która przypadła na wyjątkowo niefortunny czas wojny Jom Kipur. Przez dwadzieścia październikowych dni 1973 roku armia izraelska z żołnierzem Naharinem w swych szeregach rozgromiła połączone armie Egiptu i Syrii wspierane przez pomniejszych koalicjantów. Nic początkowo nie wskazywało na to, że Ohad kiedykolwiek znajdzie się na pierwszej linii frontu, kiedy bowiem trafił do wojska miał problemy z kostką u nogi, co spowodowało, że skierowano go do… jednostki rozrywkowej, a dokładnie rzecz biorąc wojskowego zespołu artystycznego, które mają przecież wszystkie armie. Tam ruchliwy szeregowy mógł się wykazać do woli i zaczął tworzył pierwsze – dzisiaj wywołujące salwy śmiechu – choreografie. Ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Wojsko pozostało na zawsze w jego pamięci jako z jednej strony wygłupy w zespole artystycznym, z drugiej jako traumatyczne doświadczenie wojny z widokiem ginących kolegów. Nic śmiesznego.

Nie, dziękuję
Kiedy w końcu odchodzi do cywila ma dwadzieścia dwa lata i żadnego poważnego doświadczenia tanecznego, ale matka wierzy mocno w synowski talent. Dowiaduje się, że w Tel Awiwie zaczął się nabór tancerzy do Batsheva Dance Company – trupy założonej dekadę wcześniej przez baronową Batshevę de Rothschild. Baronowa, członkini jednej z najsławniejszych i najbogatszych rodzin świata, była kobietą niezwykle nowoczesną i kochającą sztukę. Gdy rozwiodła się z Donaldem Bloomingdalem (wnukiem Lymana, twórcą luksusowej marki sklepów Bloomingdale’s) , osiadła w Izraelu i ufundowała trupę taneczną, do której zaprosiła swą przyjaciółkę i jednocześnie żywą legendę tańca współczesnego Martę Graham.

Dziki, nieokrzesany, świeży, pięknie zbudowany, męski i jednocześnie bardzo kobiecy w swym ruchu Ohad zachwyca Marthę od razu. Nie tylko dostaje z miejsca angaż, ale także zaproszenie do Nowego Jorku, z którego oczywiście korzysta. I kiedy wydaje mu się, że złapał panią boginię za nogi, po paru miesiącach rezygnuje z tańczenia u Graham, co wszyscy zgodnie uznają za nieprawdopodobne. Naharin nie słucha jednak nikogo, podąża tylko za swoją intuicją, która prowadzi do słynnych Juilliard School i American Ballet School. Obie szkoły mieszczące się w Lincoln Center przyjmują go natychmiast, choć według tanecznych standardów, szczególnie baletowych jest w wieku przedemerytalnym. Ohad Naharin porzuci je tak samo szybko jak Marthę Graham. A kiedy niebawem zaprosi go do pracy kolejna legenda, Maurice Béjart – Ohad nie tylko zostawi go po kilku miesiącach (jak Graham, jak Juilliard, jak balet), ale nazwie spędzony z Béjartem czas „najgorszym okresem w swoim życiu”. Nowy Jork dość zgodnie uznał, że Ohad Naharin po prostu zwariował i najpewniej skończy swoją tak świetnie zapowiadającą się karierę jako taksówkarz. Nic bardziej mylnego.

Swoją drogą w swoich butach
O żadnej utracie rozumu nie było mowy. Ohad nie chciał iść po prostu udeptanymi przez innych ścieżkami, nie chciał nosić czyichś butów, nie chciał tańczyć, jak mu zagrają. Chciał wybrać własną drogę w swoich butach i do własnej muzyki. Wszystko musiało być według jego pomysłu, bez dyskusji. W zrobieniu pierwszego wielkiego kroku pomaga mu niezwykle utalentowana i piękna Mari Kajiwara – tancerka prestiżowego Alvin Ailey American Dance Theater. Ohad zakochuje się w niej bez reszty i niebawem zostają nie tylko małżeństwem, ale także współpracownikami. Kiedy Mari ogłasza, że opuszcza trupę wielkiego Alvina Aileya, by tańczyć z nikomu nieznanym Izraelczykiem, Nowy Jork nie może w to uwierzyć. A jednak, odeszła. Zaczynają pracować razem coraz intensywniej i z czasem dołączają do nich inni. Grupa Naharina, jak się o nich mówi w Wielkim Jabłku, wzbudza coraz większe zainteresowanie. Intrygujące są jego choreografie, intrygujący jest on sam.

Jest rok 1990 i Ohad Naharin dostaje propozycję objęcia kierownictwa w Batsheva Dance Company. Tej samej, do której szesnaście lat wcześniej wysłała go na przesłuchanie matka. Nie waha się przez sekundę, nie pyta o zdanie nawet żony i mówi od razu: „tak”. I nie dlatego, że marzy o karierze dyrektora, lecz dlatego, że bardzo, ale to bardzo chce wrócić do Izraela. Rozumieli to doskonale jego amerykańscy przyjaciele i współpracownicy. Mówili po latach, że Ohad nie mógł tworzyć w pełni tego, co chciał, będąc oderwanym od swoich korzeni, jakże ważnych dla całej jego twórczości. Naharin jest z Izraela, Izrael jest z Naharina.

Wszyscy go znają
Kiedy przylatują z Mari do Tel Awiwu, Batsheva jest podupadłą sceną taneczną dla emeryckiej widowni, która ogląda głównie jakieś tandetne wygibasy. Ohad mówi tancerzom, że wszystko, co robią, robią świetnie, ale on widzi sprawy inaczej. Zaczyna wprowadzać do repertuaru własne choreografie, które przyciągają początkowo garstkę widzów. Na wątpliwości zespołu odpowiada z właściwą sobie pewnością siebie: „Przyjdą. Zobaczycie. Bądźcie cierpliwi”. Nie mylił się i tym razem. Wieści, że w Batshevie zaczyna się dziać coś ciekawego roznoszą się w końcu pocztą pantoflową i nie wiadomo dokładnie kiedy, ale nagle widownia zaczyna pękać w szwach, a ludzie stoją w długich kolejach po bilety. Sukces.

Jest wiosna 1998 roku i kraj przygotowuje się do obchodów pięćdziesiątej rocznicy niepodległości. Z całego świata zjeżdżają dygnitarze, którzy mają obejrzeć w Jerozolimie widowisko złożone z crème de la crème izraelskiej kultury. Wśród artystycznych najlepszości jest naturalnie Batsheva Dance Company, nie tylko jedna z najważniejszych krajowych instytucji kulturalnych, ale już jedna z najbardziej znanych w kulturalnym świecie izraelskich marek. Po próbie generalnej pewna religijna pani donosi prawicowym politykom, że Batsheva obraża jej uczucia religijne. Dlaczego? Bo tancerze występują – to nie żart – w samych majtkach. Sprawa nabiera takiego rozpędu, że na drugi dzień Ohada Naharina wzywa sam prezydent Izraela Ezer Weizman i prosi, by artyści ubrali na scenę majtki z nogawkami. Naharin ma dosłownie minuty na podjęcie decyzji. Wraca do Batshevy i informuje zespół, że zgadza się na dłuższe nogawki i składa rezygnację. Tancerze odpowiedzieli, że upadł chyba na głowę i w takim razie po prostu nie wystąpią. Tak też się stało. Na drugi dzień w całym Izraelu wybuchły protesty obrońców wolności ekspresji artystycznej. Media żyły tak zwaną „aferą gatkową” (od pochodzącego z jidysz, a pożyczonego z języka polskiego słowa „gatkes”). Ohad Naharin stał się bohaterem narodowym, przynajmniej dla liberalno-lewicowej części społeczeństwa i nie było w Izraelu osoby, która nie znała jego nazwiska.

Nie patrz w lustro
Swój taneczny język (niektórzy mówią o stylu czy metodzie) Naharin zaczął tworzyć jeszcze w Nowym Jorku, a punktem zwrotnym w jego pracy z ciałem był wypadek z 1987 roku, kiedy podczas występu ugięła się pod nim noga, powodując bolesny upadek. Okazało się, że przez lata nie używał dobrze swojego ciała. Nie zachowywał, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, bezpieczeństwa i higieny pracy. Nie mógł tego wiedzieć, bo nikt mu nie powiedział, kiedy w dorosłym już przecież wieku wkroczył na scenę. Miał uszkodzone kręgi, a kręgi uszkodziły nerwy. Przeszedł poważną operację i nie wiedział, czy nie skończy się to wszystko paraliżem. Na szczęście skończyło się dobrze, ale Ohad musiał inaczej pracować z ciałem, inaczej tworzyć ruch. Stąd wzięła się gaga (długo przed Lady Gagą!): praktyczny trening, ale i filozofia pracy z ciałem. Dostępna jest w dwóch wersjach: dla profesjonalnych tancerzy (GaGa dancers) oraz amatorów (GaGa people), i polega w dużym uproszczeniu na pobudzaniu czy też stymulowaniu ciała obrazami, które wytrącają je z rozmaitych schematów. Nie chodzi o to, by powtórzyć wykonywany przez instruktora ruch, ale by podążając za jego wskazówkami eksplorować indywidualne reakcje na owe wskazówki oraz bardzo uważnie słuchać, co nam ciało mówi. Patrzenie w głąb siebie jest tak ważne, że gaga wyklucza lustra w salach prób. Naharin nienawidzi luster, najchętniej wszystkie by wytłukł. Nienawidzi też, jak ktoś rejestruje jego pracę, dlatego Tomer Heymann, autor „Mr. Gaga”, filmu dokumentalnego o Ohadzie, przez lata nie mógł dostać zgody na przyjście z kamerą na salę prób. Naharin powiedział Tomerowi, że może go kręcić jak bierze prysznic, a nawet jak się onanizuje: „To nie jest dla mnie intymne. Intymna jest praca z tancerzami, intymne jest tworzenie choreografii. Czy ty rozumiesz?”.

Ohad Naharin jest osobą bardzo prywatną, co dzisiaj jest zjawiskiem niemal niespotykanym. Niemal nigdy nie mówił o swoim prywatnym życiu, a kiedy ktoś próbował jakieś wyznania z niego wydusić, zwyczajnie zmyślał. Właściwie nie można wierzyć w nic, co mówi, chyba że mówi o tańcu. To cud, że Heymannowi udało się go w końcu skłonić do opowieści o Mari – wielkiej miłości i najbliższej współpracownicy – która na początku lat dwutysięcznych zmarła na raka. Żałobę po żonie Ohad przełożył oczywiście na taniec. W tańcu poznał również, a jakże, swoją obecną partnerkę – tancerkę Eri Nakamurę, z którą ma dzisiaj siedmioletnią córkę Nogę. Z polskiego punktu widzenia Noga wydaje się być idealnym imieniem dla przyszłej tancerki. Ohad bardzo by chciał, żeby Noga tańczyła. Niezmiennie uważa, że poza tańcem nie ma świata. 

CZYTAJ TAKŻE
Jestem błędem w systemie | rozmowa z Robertem Wasiewiczem
Odnowa w ciele | rozmowa z Martą Ziółek
Wykradam czas na ruch | rozmowa z Dominiką Knapik
Nie jestem panem od sceny walca | rozmowa z Pawłem Sakowiczem

„Mr. Gaga”, film dokumentalny Tomera Heymanna o Ohadzie Naharinie, wchodzi do polskich kin 10 marca.
Tekst ukazał się w tygodniku „Newsweek”.
Fot. mat. pras.

 

Advertisements
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s