FELIETON

Hity i kity 2016: Rok kobiet

Przysięgam, że nie uknułem tego pod wysokobcasowe fanki i fanów, ale kiedy zasiadłem do przygotowania listy teatralnych hitów kończącego się powoli roku, zorientowałem się, że wszystkie zostały wyreżyserowane przez kobiety. Co pokazuje jak na dłoni postępujące w naszym teatrze zjawisko feminizacji reżyserskiego fachu. W końcu! Kiedy myślę o kitach 2016 roku, to wszystkie przykrywa jeden megakit – zniszczenie Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Pierwszym hitem jest „Zrób siebie”, spektakl performance w choreografii Marty Ziółek, który można oglądać w Komunie Warszawa i na rozlicznych występach gościnnych. To prawdziwa – nagrodzona niedawno na festiwalu Interpretacje w Katowicach, a wcześniej pokazywana na Open’erze – sceniczna petarda o tym, jak tworzymy siebie już nawet nie w internetowym, ale postinternetowym świecie.

unnamed-1

Kolejny hit zwyciężył w tegorocznym Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. „Holzwege” Marty Sokołowskiej, szczere do bólu i bezpretensjonalne przedstawienie o wybitnym kompozytorze i pianiście Tomaszu Sikorskim wyreżyserowała na deskach TR Warszawa Katarzyna Kalwat.

full_holzwege1_770

W kręcący się w znacznie wolniejszym tempie świat zabiera nas Magda Szpecht – reżyserka onirycznego „Schuberta. Romantycznej kompozycji na dwunastu wykonawców i kwartet smyczkowy”. To przygotowana z grupą miejscowych seniorów, muzyków Filharmonii Sudeckiej i oczywiście aktorów Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu opowieść, której narratorką jest muzyka przeplatana biografią Franza Schuberta (i Wojtka Blecharza).

584s

W stolicy przepysznego i bardzo współczesnego „Juliusza Cezara” wystawiła w Teatrze Powszechnym Barbara Wysocka. Nie bez powodu właśnie to dzieło zdobyło Złotego Yoricka 2016 za najlepszą polską inscenizację sztuki Williama Szekspira.

juliusza_cezara_barbara_wysocka_4

Ostatnio nie można już pisać o teatralnych hitach bez Anny Smolar, reżyserki produkującej pierwszorzędne spektakle taśmowo. Ci, którzy nie widzieli jej mającego premierę pod koniec zeszłego roku w Teatrze Polskim w Bydgoszczy „Dybuka” albo tegorocznej warszawskiej „Henrietty Lacks”, niechaj nigdy nie zaznają rozkoszy. Jeśli jednak nie chcieliby z niej rezygnować, zalecam trucht do biletowego okienka.

dybuk-30-52685154b32ee4610a91eaaf00851e81700

Rozkoszy i ekscytacji dostarcza też „Balet koparyczny” w choreografii Izy Szostak, wykonywany (to nie żart!) z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu budowlanego – dwóch koparek. Ten spektakl grany jest zwykle w przestrzeniach industrialnych, a dat i miejsc najbliższych pokazów należy szukać w krakowskiej Cricotece, która ów porywający balet wyprodukowała.

Fot. Zbigniew Żupa/Teatralna Maszyna

Autorką następnego hiciora jest Dominika Knapik – aktorka, tancerka i choreografka, która zadebiutowała reżysersko w Teatrze im. S. Jaracza w Łodzi. Jej „Bang Bang”, sceniczna adaptacja kultowego filmu „Thelma i Louise” Ridleya Scotta, to fantastycznie wymyślona i zagrana teatralna wyścigówka.

z20325481IH,bang-bang

Na koniec przeglądu hitów 2016 roku zapraszam tam, gdzie zaczęliśmy, czyli do Komuny Warszawa, bo właśnie w niej Anna Karasińska urządziła w ramach projektu Mikroteatr wystrzałowe „Urodziny”. A z związku z tym, że ludność teatralna i jurorzy paru festiwali zachwycają się głównie jej wyreżyserowanym w Teatrze Polskim w Poznaniu „Drugim spektaklem”, polecam wybranie się na oba przedstawienia i zdecydowanie, które jest lepsze.

mg_9543

Oczywiście mógłbym przygotować listę teatralnych kitów i popastwić się, co zawsze jest przyjemne, nad nieudanymi i prowokującymi podcięcie żył teatralnym biletem spektaklami. Mógłbym napisać właściwie o dowolnym przedstawieniu Teatru Dramatycznego w Warszawie – niegdyś pierwszorzędnej scenie, dzisiaj epicentrum teatralnego smutku. Mógłbym szybciutko wyskrobać fragment o tym, jak stołeczni urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz doprowadzili do przejęcia przez znajomych Teatru Studio i podporządkowali go knajpie albo jak doprowadzili do tego, że Teatr Żydowski stracił swoją historyczną siedzibę i wraz z początkiem sezonu znalazł się na bruku. Mógłbym też wyrzeźbić zgrabny akapit na przykład o „Dziadach” w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa w Teatrze Narodowym, na których – w przerwie podczas nielegalnego papierosa w kiblu – szkolna młodzież uroczyście przysięga, że już nigdy więcej nie przyjdzie do teatru, bo lepiej spać za darmo we własnym łóżku, niż płacić za agonię w teatralnym fotelu. Mógłbym w końcu poddać bolesnym torturom co najmniej kilka głupich, żenujących, infantylnych i mordujących widzów premier, ale tego wszystkiego nie zrobię, bo kiedy myślę o kitach 2016 roku, to wszystkie przykrywa jeden megakit – zniszczenie Teatru Polskiego we Wrocławiu, jednej z naszych najważniejszych scen, perły w koronie wrocławskiej kultury i wspaniałego ambasadora polskiej sztuki teatralnej za granicą.

tp_1

Owo zniszczenie dokonywane jest rękami nowego dyrektora Cezarego Morawskiego – pośledniego aktorzyny, którego w Teatrze Polskim z zadaniem artystycznego zrównania go z ziemią i uciszenia „lewicowego wrzasku” zainstalowała osobliwa koalicja PO-PSL-PiS. Jak widać, zwalczający się na co dzień politycy są w stanie bardzo szybko się dogadać, jeśli trzeba spacyfikować niepokorną instytucję kulturalną. Jak widać, są wydarzenia, które w takim samym stopniu cieszą zarówno kompromitującego codziennie swój urząd ministra kultury Piotra Glińskiego, jak i kreującego się na wielkiego mecenasa kultury prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. O ironio losu, wszystko to odbywa się w roku, w którym stolica Dolnego Śląska nosi tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, co okazało się jednym wielkim nieporozumieniem, bo jedyny tytuł, na który zapracowali dla swojego miasta prezydent i marszałek Cezary Przybylski, to Europejska Stolica Obłudy.

Pierwszoligowy teatr, a przede wszystkim zespół, buduje się latami. To żmudna robota, która, jeśli się uda, owocuje nie tyle dobrymi, ile wybitnymi spektaklami. Spektaklami dostarczającymi widzom prawdziwych duchowych i estetycznych uniesień, wyciągającymi z myślowych kolein i zadającymi trudne pytania. Taki właśnie był przez ostatnie lata Teatr Polski we Wrocławiu. Teatr, o którym z racji jego rangi mówiło się „narodowy”. Teatr, który oklaskiwała na stojąco nie tylko wrocławska czy polska publiczność, ale też teatromani od Awinionu i Paryża po Pekin, Seul i Tokio. Dzisiaj już go nie ma, została po nim żałoba. Wraz z końcem 2016 roku wrocławski Teatr Polski z artystycznej instytucji najwyższej rangi stał się zwykłą budą. Do niedawna praca na tej scenie była marzeniem każdego, dzisiaj – po obłożeniu środowiskową anatemą – robienie tam czegokolwiek byłoby dla każdego posiadającego kręgosłup twórcy zwykłym wstydem.

CZYTAJ TAKŻE:
Zrób siebie | recenzja
Odnowa w ciele | rozmowa z Martą Ziółek
Holzwege | recenzja
Schubert. Romantyczna kompozycja… | recenzja
Juliusz Cezar | recenzja
Dybuk | recenzja
Jak HeLa zmieniła świat | rozmowa z Anną Smolar
Nie napiszę nic o tańcu | felieton
Bang Bang | recenzja
Nie umiem zauczestniczyć | portret Anny Karasińskiej
Perła rzucona przed wieprze | felieton

_____

Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” 3 grudnia 2016 r. 
Fot. Witek Orski, Magda Hueckel, Krzysztof Bieliński, Zbigniew Żupa/Teatralna Maszyna, Anna Tomczyńska, Monika Lisiecka, mat.pras.

Advertisements
Zwykły wpis

One thought on “Hity i kity 2016: Rok kobiet

  1. Jak zwykle świetny tekst. Z wymienionych tu tytułów widziałam „Juliusza Cezara”, „Bang Bang” i “Henriettę Lacks”. Wszystkie sztuki świetne, ale ta trzecia niezwykła i bardzo polecam.
    Co do kitu to zniszczenie wrocławskiego Teatru Polskiego jest mega-kitem, ale to się na tych niszczycielach odbije – bo takie działania to zwykła podłość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s