RECENZJA

Zrób sobie dobrze

unnamed-1

Robienie siebie zdaje się być dzisiaj głównym zajęciem większości ludzi. To bardzo skomplikowane i czasochłonne zadanie, bo trzeba niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę śledzić zmieniające się jak w kalejdoskopie trendy, które atakują nas ze wszystkich stron. Joga, rower, siłka, basen. Wczoraj burgery, dzisiaj krłasąty, jutro wszystko bez glutenu. Psychoterapia, osobisty trener, grupowe zajęcia z samodoskonalenia. Rejbany, podwinięte nogawki, kroksy, trampki, mokasyny. Piling, botoks, wybielanie, odsysanie, ujędrnianie, lajkowanie, tłitowanie. Ciągłe selfi, memy, gify.

Nie ma zmiłuj, nie ma potem, nie ma – może jutro. Trzeba ćwiczyć, trzeba rzeźbić, trzeba się pokazać. Tylko nie wiadomo już kto się pokazuje. My, nasze wyobrażenie o sobie czy wyobrażenie innych o nas? Jesteśmy jeszcze prawdziwymi ludźmi, czy już tylko awatarami, jak Coco (Ramona Nagabczyńska), Lordi (Katarzyna Sikora), Beauty (Agnieszka Kryst), High Speed (Paweł Sakowicz) i Glow (Robert Wasiewicz), którym przewodzi szamanka Angel Dust (Marta Ziółek). Nie wiadomo jedynie, gdzie ich w końcu zaprowadzi: do krainy doskonałości czy do dyskoteki pod Łodzią. W noszonych przez siebie kostiumach wszyscy znakomicie odnaleźliby się w jednej i drugiej rzeczywistości.

Błyskotliwość „Zrób siebie” polega w dużej mierze na tym, że nie rości sobie pretensji do sierioznej krytyki niesprawiedliwości tego świata, która już niejedno teatralne czy taneczne dzieło położyła. Nie ma w tym spektaklu napinki i śpiewania wysokim tonem (a śpiewa znakomita Maria Magdalena Kozłowska). Owszem, skrytykujemy ślepy konsumpcjonizm, ale „generalnie mamy wyjebane”. Mówimy, co chcemy powiedzieć, a potem ściągamy neonowe outfity i jedziemy na melanż na Saską Kępę. Jest hajp, jest spin, czek dis ałt mada faka! Kto ma dżointa? Kto popersa? Albo chociaż kolę zero?

Marta Ziółek udowodniła po raz kolejny, że ma znakomitą intuicję w dobieraniu współpracowników. Do swojej bombastycznej stylówy i jakże aktualnego tematu zaprosiła absolutnych świrusów, pierwszorzędnych tancerzy i performerów, którzy na scenie zrobią co tylko będą chcieli. In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Widać też, że wszyscy mają duży fun – bawią się równie dobrze jak publiczność, ale jednocześnie wykonują precyzyjnie plan.

Dawno nie dostałem takiego kopa energetycznego w teatrze. Trudno jest na tym spektaklu wysiedzieć. Po kilkunastu minutach sam chciałem wskoczyć w różowe getry i dołączyć do zespołu jako Pink Glam, choć nie wiem czy Anka Herbut, autorka dramaturgii, byłaby zadowolona, że jej wchodzę w szkodę. Ale może trzeba było zaszaleć, dlaczego nie? W końcu nieczęsto dostajemy w stołecznym teatrze takie rarytasy jak „Zrób siebie”, bo – co tu dużo gadać – na koniec sezonu Komuna Warszawa zafundowała nam prawdziwy hit.

____

„Zrób siebie”, chor. Marta Ziółek, Komuna Warszawa

fot. Witek Orski

Reklamy
Zwykły wpis

5 thoughts on “Zrób sobie dobrze

  1. Pingback: Nie napiszę nic o tańcu | PAN OD KULTURY

  2. Pingback: Odnowa w ciele | PAN OD KULTURY

  3. Pingback: Hity i kity 2016: Rok kobiet | PAN OD KULTURY

  4. Pingback: We go low | PAN OD KULTURY

  5. Pingback: Nogi roztańczone | PAN OD KULTURY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s