ROZMOWA

Pani nie ma warunków

12670940_10208887646017213_7000866602392870212_n

Ciągle chciałam występować. Jest nawet takie rodzinne nagranie, na którym wypycham brata i siostrę z kadru, i zaczynam tańczyć. Z Małgorzatą Gorol, aktorką Teatru Polskiego we Wrocławiu, rozmawia Mike Urbaniak

Ale jesteś gryfno frelka!
– Ja, jo żech jest.

Ślōnskŏ gŏdka jest w użyciu?
Godom, kiedy się czuję swobodnie. W domu po śląsku mówili dziadkowie ze strony taty. Mama mniej.

A tato jak do ciebie mówił?
– Nie powiem, bo to się wiązało z tym, że byłam pulchnym dzieckiem.

Dlatego postanowiłaś się zająć gimnastyką?
– Zaczęłam ćwiczyć, kiedy miałam siedem lat, czyli wcale nie tak wcześnie. Koleżanka mnie zabrała na trening i już zostałam. Od tego czasu przez siedem dni w tygodniu po szkole trenowałam w Klubie Sportowym „Kolejarz 24” w Katowicach.

Miałaś wolny czas?
– Tak, wtedy bawiłam się z bratem klockami Lego i w inne zabawy, głównie dla chłopców, które wymagały odwagi i sprawności fizycznej. Chciałam bardzo być niegrzeczna.

Chciałaś czy byłaś?
– Byłam. Czasami. Biegałam wtedy z chłopakami po drzewach i dachach.

Myślałem, że po hałdach. Twój tato jest górnikiem?
– Na szczęście już emerytowanym. Pracował w Kopalni Węgla Kamiennego „Staszic” na katowickim Giszowcu. Mieszkaliśmy w familoku i zawsze była w naszym domu obchodzona Barbórka.

Lubiłaś to?
– Bardzo, ale kiedy poszłam do szkoły, zazdrościłam trochę dzieciom, które mieszkały w blokach. Było w tym na pewno trochę wstydu, ale dzisiaj już mi przeszedł.

Od kiedy występowałaś?
– Od zawsze, ciągle wchodziłam przed kamerę. Jest nawet takie rodzinne nagranie, na którym wypycham brata i siostrę z kadru, i zaczynam tańczyć. Mówiłam oczywiście wiersze, śpiewałam, w szkole zaliczyłam wszystkie akademie i konkursy recytatorskie.

z19248939Q,Malgorzata-Gorol-w-spektaklu--Smierc-i-dziewczyna-

Byłaś bardzo zajętą dziewczynką.
– Na brak zajęć nie narzekałam. Dobrze się uczyłam, choć kujonem nie byłam, mogłam więc oddawać się pozaszkolnym pasjom.

Kiedy pomyślałaś, że mogłabyś zostać aktorką?
– Przede wszystkim chciałam być trenerką gimnastyki artystycznej.

Byłaś w tym dobra?
– Nie, i to był właśnie problem. Nie posiadam tak zwanych warunków by zostać zawodową gimnastyczką, bo moje ciało jest zbudowane tak, że nie mam wymaganej w tej profesji giętkości kręgosłupa. Ciągle słyszałam od trenerki, że się nie nadaję.

To dlaczego tyle lat trenowałaś?
– Bo to kochałam. Byłam dobra technicznie, miałam dużo wdzięku i do pewnego momentu to wystarczało, potem już nie. Mogłam wykonać daną figurę, proszę bardzo, ale nie tak, by zdobyć medal na olimpiadzie. Nie należałam też do faworyzowanych dziewczynek.

Długo trenowałaś?
– Kilka lat. Załapałam się na końcówkę sportu Polski Ludowej z rosyjskim baletmistrzem, dresami klubowymi, obozami sportowymi i trenerką, która paliła papierosy na sali gimnastycznej. To było wspaniałe! Z początkiem lat dziewięćdziesiątych ten świat zaczął się rozpadać. Zostały tylko te dziewczynki, których mamy miały napinkę na gimnastyczne kariery swoich córek. Moja mama nie miała, ale i tak odeszłam jako jedna z ostatnich. Nie umiałam zrezygnować z gimnastyki.

Co wtedy?
– Wielka pustka, którą próbowałam wypełnić sportem, bo jak trenujesz coś kilka lat wyczynowo, nie umiesz inaczej. Musisz coś robić, domaga się tego i duch, i ciało. Było więc karate, capoeira, a potem gitara i zajęcia plastyczne. Długo szukałam.

I znalazłaś teatr?
– Z teatrem było tak jak z gimnastyką. Koleżanka zaciągnęła mnie na zajęcia teatralne do Klubu Osiedlowego „Józefinka”, gdzie się dowiedziałam, że aktorstwo można studiować w Krakowie. Długo myślałam, że to jedyna szkoła teatralna w Polsce. Uznałam, że będę tam zdawać.

Ostro się przygotowywałaś?
– Oczywiście, zabrałam się za to na poważnie, ale był jeden problem: usłyszałam, że nie mam warunków.

Znowu?
– No właśnie, ale zdążyłam zamarzyć o aktorstwie tak mocno, że już nie mogłam się poddać. Chociaż wstyd przed tym marzeniem i chyba właśnie strach, że usłyszę „nie”, zdecydował o tym, że nie zdawałam do szkoły teatralnej od razu po maturze. Potem tego żałowałam. Rodzicom powiedziałam: „Nie martwcie się, ale nie pójdę na studia w tym roku. Chcę zdawać do szkoły teatralnej i potrzebuję jeszcze trochę czasu”. Zrozumieli.

7600970e_jpg-lg

I co robiłaś przez ten rok?
– Pracowałam jako barmanka w nieistniejącym już Klubie Studenckim „Kwadraty” w Katowicach i przygotowywałam się do egzaminów z aktorem Teatru Śląskiego Jerzym Głybinem i wiesz co od niego na koniec usłyszałam?

Że nie masz warunków?
– Żebym nie zdawała do Krakowa i Warszawy, bo jestem za niska i mam krzywe zęby. „Ewentualnie Wrocław albo Łódź” – powiedział Głybin. Posłuchałam głupia jego rady i pojechałam na egzaminy do Wrocławia i Łodzi. I mnie tam nie przyjęli!

Załamka?
– Płakać zaczęłam już w dziekanacie filmówki, potem płakałam idąc po Łodzi, płakałam u znajomych cioci, u których się zatrzymałam, a potem od rana – w pociągu do Wrocławia. We Wrocławiu też mnie nie chcieli. Wróciłam ledwo żywa do Katowic. Kiedy się otrząsnęłam, postanowiłam pójść do Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim w Katowicach, żeby mieć codziennie kontakt z teatrem. Oczywiście z przekonaniem, że za rok znów zdaję do szkół teatralnych. Wszystkich.

I jak ci poszło?
– W Łodzi, Warszawie i Wrocławiu po raz kolejny usłyszałam, że nie. W Krakowie przeszłam do drugiego etapu, ale byłam pod kreską. I wtedy już się naprawdę zdenerwowałam. Wróciłam do Katowic do studium z decyzją, że za rok będę zdawała trzeci raz. I lepiej, żeby ostatni.

Studium ci nie wystarczało?
– Było naprawdę dobrym wyborem, sporo się tam nauczyłam, ale ja cały czas chciałam naprawdę studiować. Dlatego poszłam na filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Nie postudiowałam jednak długo, bo za trzecim razem zostałam przyjęta w końcu, cztery lata po maturze!, do mojej wymarzonej PWST w Krakowie.

Grałaś już coś wtedy w Teatrze Śląskim, prawda?
– W „Mateczce” Andrzeja Majczaka, jednym ze spektakli dyplomowych aktorów studium, która – można powiedzieć – była moim małym debiutem na profesjonalnej scenie. Zaczynając studia w krakowskiej szkole teatralnej miałam więc za sobą studium w Katowicach, rolę w Śląskim i trochę polonistyki.

Jak na PWST wyglądała konfrontacja marzenia z rzeczywistością?
– Byłam pracowita i dawałam z siebie wszystko. Chciałam być najlepsza, ale nie byłam kujonem i lizusem. Nie należałam do grona faworytów.

z18969726Q,Proba-prasowa-spektaklu-Media-Medea-w-rezyserii

Marzenie o Teatrze Polskim we Wrocławiu kiedy się pojawiło?
– Na trzecim roku, bo przez pierwsze dwa lata marzyłam o Starym Teatrze. To wynikało oczywiście z fascynacji pedagogami, którzy w większości są aktorami Starego, ale potem zrozumiałam, że trzeba się od nich uwolnić.

Uwalniałaś się przy pomocy dyplomowych spektakli z młodymi reżyserami – Szymonem Kaczmarkiem i Pawłem Świątkiem.
– Bardzo chcieliśmy pracować z młodymi i Dorota Segda, opiekunka naszego roku, przyklasnęła temu pomysłowi.

I to właśnie Paweł Świątek wprowadził cię do wrocławskiego Polskiego.
– Paweł zaproponował mi gościnną rolę w „Mitologiach” Tomka Jękota.

Co to było za wejście do teatru?
– Miękkie i przyjemne, bo Pawła znałam, Tomka znałam, Jankę Woźnicką też, bo była w szkole rok wyżej ode mnie, a Ewa Skibińska była na moim dyplomie w reżyserii Szymona i napisała mi wiadomość, że bardzo mocno trzyma za mnie kciuki. Kiedy spotkałyśmy się na pierwszej próbie w Polskim, powiedziała: „A widzisz!”.

Po „Mitologiach” dostałaś propozycję etatu?
– Najpierw połówkę.

Można za nią przeżyć?
– No co ty? Musiałam zacząć gdzieś indziej zarabiać, żeby się utrzymać. Tym bardziej, że przesuwała się premiera „Zachodniego wybrzeża” Michała Borczucha, w którym miałam grać. Był więc nadmiar czasu, niedomiar kasy. Trzeba było coś z tym zrobić – to takie śląskie podejście.

Poszłaś w nieruchomości.
– Sprzedawałam mieszkania i najlepszej transakcji dokonałam tuż przed premierą z Michałem. Zamknęłam się w teatralnym kiblu i negocjowałam. To był mój życiowy rekord sprzedażowy. Najlepiej, można powiedzieć, sprzedałam za Borczucha!

Jak ci się z nim pracowało?
– Podczas prób z niewiadomego powodu panowała jakaś ciężkawa atmosfera, rola Abada była też dość męcząca jeśli chodzi o charakteryzację, a poza wszystkim to był po prostu dla mnie niezbyt dobry czas. Straciłam chwilowo zapał do aktorstwa. Spadło mi ciśnienie.

04

Które musiałaś podnieść pracując ponownie ze Świątkiem nad „Smutkami tropików” Mateusza Pakuły w Łaźni Nowej?
– Praca z Pawłem daje mi rzeczywiście dużego kopa.

Po którym wróciłaś do Teatru Polskiego, by pracować nad „Podróżą zimową” z Pawłem Miśkiewiczem.
– To też była niełatwa robota z racji tego, że premierę przenoszono o dziewięć miesięcy. Musiałam wtedy ponownie zająć się nieruchomościami. To cud, że ten spektakl w ogóle powstał.

„Tak wyraziste pojawienie się młodego aktora we wrocławskim teatrze zdarza się raz na lata. Mając tak wspaniałe partnerki [w „Podróży zimowej” – MU], Gorol błysnęła wszechstronnością aktorskich środków i kto wie, czy nie na nią będzie się na to przedstawienie chodzić”.
– Bardzo się z moją współlokatorką uśmiałyśmy czytając tę recenzję. Potem wypiłyśmy wino i poszłyśmy na pilates.

„Za mistrzowskie łączenie bycia opowiadającym i opowiadanym. Za aktorstwo, które jest jednocześnie emocjonalne, intuicyjne i świadome”.
– Czy ty się teraz ze mnie naśmiewasz?

Cytuję tylko uzasadnienie dla nagrody aktorskiej, którą dostałaś na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych.
– W Kaliszu miałam słaby przebieg.

Strach pomyśleć, co by napisali, gdybyś miała dobry. Kolejną nagrodę dostałaś na Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie. „Zapowiada się wielka artystka” – pisały w gazety.
– Rozumiem, że teraz się będziesz nade mną znęcał. Jeszcze jakiś cytat?

„Aktorka totalna”.
– Dobre.

„Ma osobowość małej bomby atomowej”.
– Możesz już przestać?

Co ci to robi?
– Odpowiem słowami mojej koleżanki z teatru Sylwii Boroń: „Słucham tego z uprzejmym dystansem”.

12265557_1069255589792538_6430994528649399023_o

Która z twoich dotychczasowych ról była jak dotąd największym wyzwaniem?
– Bez wątpienia ta w „Śmierci i dziewczynie” Eweliny Marciniak. Nie potrafię tego inaczej nazwać, jak tylko jedną wielką harówą. Znamy się z Eweliną jeszcze z czasów szkolnych, robiłyśmy wspólnie egzaminy i czytania. Bez wątpienia jest ona o wiele dojrzalsza niż kilka lat temu, ale pozostała taką samą terrorystką. Z prób z nią wychodziliśmy ledwo żywi. Do tego doszedł jeszcze wiadomy skandal.

Jak on na ciebie wpłynął?
– Pierwszy raz w życiu spotkałam się z czymś takim jak hejt. To było dość szokujące, w pewnym momencie zwyczajnie się wystraszyłam.

Czego?
– Że nasi aktorzy porno zostaną zaatakowani, że ktoś zrobi im krzywdę. Albo, że na spektakl przyjdą ludzie, którzy zaczną w nas czymś rzucać. Rozmawialiśmy nawet o tym, co robić, kiedy coś takiego zadzieje się na widowni. Cała ta afera coś nam dała – przede wszystkim ogromną reklamę, ale też coś zabrała. Zaburzyła odbiór spektaklu, a porno zostało użyte inaczej niż mogło. I nie chodzi o to, że Ewelina zrezygnowała ze swojego pomysłu. On się po prostu zmienił naturalnie w reakcji na okoliczności.

Recenzje skupiły się jednak na treści spektaklu i ogłoszono w nich narodziny nowej gwiazdy.
– Czyli jednak mam warunki?

CZYTAJ TAKŻE:
Chcieliście porno, to macie! / rozmowa z Eweliną Marciniak
„Śmierć i dziewczyna” / recenzja

____

12821431_10156610996470484_6073667720251904805_n-1

Małgorzata Gorol (rocznik 1986) urodziła się i wychowała w Katowicach. Skończyła Studium Aktorskie Teatru Śląskiego w Katowicach i Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Zadebiutowała w 2013 roku w „Mitologiach” Tomasza Jękota w reżyserii Pawła Świątka w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie dotychczas zagrała z spektaklach Michała Borczucha („Zachodnie wybrzeże. Powrót na pustynię”), Krzysztofa Garbaczewskiego („Burza” i „Kronos”), Michała Zadary („Dziady”), Marcina Libera („Media Medea”) i Eweliny Marciniak („Śmierć i dziewczyna”). Za swoją rolę w „Podróży zimowej” zdobyła nagrody aktorskie na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie i Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Boska Komedia w Krakowie. W tym roku otrzymała Nagrodę im. Leona Schillera i Nagrodę Kulturalną „Gazety Wyborczej – Wrocław” WARTO, do której była także nominowana rok temu. Niedawno zaczęła próby do „Procesu” Franza Kafki w reżyserii Krystiana Lupy w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

____

Fot. Edgar de Poray (portrety)/mat. pras. (spektakle)

Advertisements
Zwykły wpis

3 thoughts on “Pani nie ma warunków

  1. Arlena pisze:

    Dojrzałam dwie literówki, Panie Urbaniak. Poza tym żadnych przeszkód w odbiorze. I to zakończenie. Pani Gorol jak zwykle bezbłędna. 🙂

  2. Arlena pisze:

    Oj, Panie Mike…
    Zatem podaję:
    „Zamknęłam się z teatralnym kiblu” oraz >>”Za mistrzowskie łącznie bycia (…)”<<
    Z tego, co udało mi się ustalić, fragment cytatu w oryginale zawierał poprawną formę "łączenie".
    Pozdrawiam!

  3. Pingback: Samuraj | PAN OD KULTURY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s